Robak Jan

Absolwent Liceum Ekonomicznego w Mielcu. Wiele lat przepracował jako referent w PKS Mielec. Zajmował się tu również działalnością kulturalną, współorganizując „Wieczory Poezji”, a także prowadząc kabaret „Gwint”, dla którego pisał teksty i muzykę. W latach 1990 – 2019 pełnił funkcję organisty w Parafii Trójcy Przenajświętszej w Mielcu.
   Jako autor wierszy zadebiutował w 1997 roku w lokalnym tygodniku „Głos Mielecki”. Następnie publikował swe utwory w prasie lokalnej i ogólnopolskiej.
   Przez pewien czas pisał również felietony do mieleckiego „Wizjera Regionalnego” pod wspólnym tytułem „Zderzenia z codziennością”. Jako członek mieleckiej grupy literackiej „Słowo” publikował swoje utwory w almanachach: „Z podróży na wyspy słowa” (Mielec 2007), „W rytmie słowa” (Mielec 2009), „Zanurzeni w słowie” (Mielec 2011), „Schowane między słowami” (2017) oraz w mieleckich rocznikach literackich „Artefakty”.
   Jest założycielem i kierownikiem zespołu wokalnego „Łódź Piotrowa”, dla którego pisze piosenki religijne i rozrywkowe.
W 2018 roku wydał książkę „Spotkania z panem Zygmuntem”, w której znalazły się opowiadania satyryczne oraz felietony.
   Jest również autorem współczesnych kolęd i pastorałek, z których kilka opublikowanych zostało w śpiewniku „Czy wybrałeś już drogę” wydanym przez wydawnictwo Muzo w 2012 roku, a także w śpiewniku internetowym „Giszowiec”.


Stare skrzypce po dziadku

Nie posprzątam mieszkania,
nie podleję dziś kwiatków,
lecz wyciągnę z kuferka
stare skrzypce po dziadku.

Rzucę okiem na pokój.
Klawiaturę wyszperam.
Do „a” dźwięku dostroję
właścicielkę strun czterech.

A gdy struny się będą
wciąż ze smyczkiem sprzeczały,
to domieszam do dźwięków
kalafonii łyk mały.

Potem zagram a vista
jak mój dziadek przed laty.
Duszę skrzypiec obudzę
tak jak wiosnę śpiew ptaków.

Smętne myśli wyrzucę
do folderu „Kosz” w głowie,
Walce, polki, oberki
ze mną będą dziś w zmowie.

Nie przeczytam gazety,
nie zapłacę podatku,
bo mi milszy świat dźwięków
starych skrzypiec po dziadku.

Jan Robak 3.03.2020

AUTOIRONIA

Popija piwo początek z końcem,
szkło cierpi w dłoniach.
A mnie na skrzydłach niesie ku słońcu
AUTOIRONIA.

Rzucają kości bezwzględni gracze,
pulsują skronie.
Mnie to nie rusza – ja mam w zanadrzu
AUTOIRONIĘ.

Gdy włos ostatni spadnie mi z głowy,
palić zabronią
- na randkę pójdę przez las majowy
z AUTOIRONIĄ.

A potem będzie wielkie gadanie
i ceremonia
- w białym welonie obok mnie stanie
AUTOIRONIA.

I spyta kumpel: Jak ty to robisz,
żeś w takiej formie?
- Kolego – powiem – ja mam za żonę
AUTOIRONIĘ!

Gruszki na wierzbie

Rosną gruszki na wierzbie.
Rosną pięknie i dziko
- obiecane, cacane
i na bakier z logiką.

Zerwać chciałbyś je nieraz.
Kształt ich kusi twe oko.
Lecz dosięgnąć nie możesz,
no bo rosną wysoko.

Pytasz, po co to drzewo,
co przyciąga jak bazar.
Potem milczy jak wielka
rozczarowań oaza.

Próżno łudzą się wszyscy,
co odeszli stąd z kwitkiem,
że splajtuje to drzewo
dla ludzkości z pożytkiem.

Nie powali go cyklon,
ani ziemi trzęsienie.
Bo ma wierzba z gruszkami
zbyt głębokie korzenie!

Jan Robak  31.03.2020

Ballada dwuzłotowa

Po chodniku raz turlało się dwa złote.
I o dziwo, wszyscy mieli nań ochotę.

Bo choć wartość raczej mierna krążka była,
niejednego chęć zdobycia go kusiła.

Jako pierwszy chciał dwa złote złapać uczeń,
co akurat dzisiaj z szóstej lekcji uciekł.

Lecz go ubiegł rozbawiony pięciolatek,
co zadziwić chciał swym sprytem swego tatę.

Ale gdy już miał dwa złote w swoich palcach,
to usłyszał drogowego łoskot walca,

który bardziej go niż krążek zaciekawił.
Pobiegł za nim, a dwa złote pozostawił.

Wtem się nagle napatoczył pies łaciaty.
Szczeknął w głos i chwycił krążek w swoje łapy.

Lecz zabrakło mu potrzebnej tu precyzji.
Puścił krążek, no i doszło do kolizji.

Bo zderzyło się dwa złote z tęgim gościem,
co się po nie schylić nie mógł, więc ze złości

kopnął krążek, ten przed siebie poszybował
i w okienku małym w kiosku wylądował.

Sprzedawczyni go złapała w lot jak piłkę
i zdziwiona zamyśliła się przez chwilkę.

To, co rzekła, niechaj zabrzmi jak puenta:
Fajne czasy - wpływ do kasy – brak klienta!

Jan Robak  29.03.2020

LIST BEZ ADRESU

Dziewczyno z pociągu Łódź – Kraków,
co mknął w noc kiedyś sierpniową,
szmat czasu zdejmij mi z karku
i bądź mą muzą na nowo.

Na ekran nie patrz – nie warto.
Ten film się urwał z choinki.
Ja w nim wciąż stara gram kartą,
gdzie dama dawno bez szminki.

A ty bądź sobą jak zawsze,
ty baw się, płacz i kokietuj.
I niech zazdroszczą pejzaże,
że jesteś muzą poety.

Bo już nie pora na ciszę.
Dni muszą brzmieć jak fanfary,
by wieczorami móc słyszeć
intymne szepty zegarów.

A wiersz ma siłę ogromną!
I ja mu wierzę jak dziecku,
że wrócisz, dziewczyno z pociągu,
choć list mój nie ma adresu.

Please publish modules in offcanvas position.